| |
Panie Krzysztofie. Niech mnie Pan nie rozśmiesza. Oczywiście, że każdy trzymany nad głową przedmiot zmniejsza odległość, którą musi pokonać iskra elektryczna przeskakująca w kierunku ziemi. Do tego nie jest mi potrzebny fizyk. Wystarczy popatrzeć na konstrukcje instalacji odgromowych na budynkach. Grafit podobnie jak metale jest dobrym przewodnikiem prądu-wiadomo powszechnie. Dlatego dziwię się, że większość ludzi podczas burzy chodzi z parasolem nad głową.
Nie chodzi o to, że grafitowa wędka zwiększa możliwość porażenia, bo w jakimś minimalnym stopniu zwiększa, ale na ile zwiększa. Ile zna Pan takich przypadków, że z tego powodu wędkarze stracili życie? Może poda Pan choćby jeden. Nie chodzi o te znane z prasy wędkarskiej, kiedy wędkarz zaczepił kilkunastometrową wędką o linię wysokiego napięcia.
Naklejki ostrzegawcze na wędziskach można spotkać dzisiaj rzadko. To chyba też o czymś Panu mówi. Nie da się tego tłumaczyć powszechnością wiedzy o zagrożeniu (ostrzeżenia z opakowań papierosów nie znikają z tego powodu powszechności wiedzy).
Dlaczego wychodzę z wody podczas burzy? Tak samo dzisiaj z grafitową wędką jak kiedyś z klejonką, z tego powodu, że jestem wtedy najwyższym punktem ponad jej powierzchnią. Proste. Ale zapewniam Pana, że jeżeli gdzieś niedaleko stałby np. Łukasz Dziedzić, to czułbym się wiele bezpieczniej.
Rekapitulując. Uważam, że zagrożenie dla wędkarza podczas burzy (w zasadzie obojętne, czy ma w dłoni grafit, czy nie) jest podobne do tego, które mu grozi ze strony przelatującego nad głową samolotu. Nie lekceważmy tego, ale bądźmy realistami.
Z komórką chyba Pan mocno przesadza. Może lepiej ją zostawić w domu? Znacznie większym kodensatorem prądu jest samochód. Wysiada Pan z niego podczas burzy?
Pozdrawiam
|