| |
Taki opis z życia wrzucę jeszcze.
Koniec sierpnia. Sąsiad pyta dlaczego nie chodzę na ryby. Mówię nie ma po co a on
odpowiada „idź na most na Sanie i zobaczysz jakie tam stoją”. Pytam „gdzie, jakie, klenie,
pstrągi, lipienie?” a on mówi „szare, nie znam się. Klenie nie (bo wie że mają czerwone
płetwy), pstrągi nie wie a lipienie nie wie jak wyglądają patrząc z mostu”. Sobota wiec mówię
w niedziele pojadę i zobaczę.
Niedziela ok godz. 11.00 staje po dobrej stronie mostu i przy słońcu widzę stadko lipieni.
Może z -dzieścia sztuk. Zawody jakieś bo poniżej (ze 100-150m) latają po wodzie. Jeden
wchodzi z miarka od strony Huzel wiec pytam czy zawody i mówię co i gdzie stoi. Spokojnie
podchodzi i podaje wielokrotnie zestaw ale wszystkie ryby uciekają gdy tylko mucha,
przypon spada na wodę. Nie reaguje żadna mimo że zmienia na różne zestawy. Mówię że
za każdym podaniem ryby pierzchają w różne strony uciekając z miejsca w którym były
ustawione. Podpowiadam mu że poniżej, przed większym kamieniem stoi grubszy pstrąg
(32-36cm) ale też nie reaguje na nic. Kilka jego podań i nic. Odjeżdżam popatrzeć na wodę
w innym miejscu (jamy Łączki). Gdy wracam po ok 30min. ten zawodnik już 100-150m
poniżej mostu wychodzi z wody.
Tak wiec wyglada łowienie lipieni. Ogólnie ryb. Ryb wiec nie ma? Czy już raczej nie chcą
mieć nic wspólnego z wędkarzem i uciekają na jego widok? I ktoś powie że przyjechał na
…., czy dopuszcza łowienie lipieni i dlatego muszkarze mogą a spinningisci nie. Ktoś coś wg
mnie próbuje wytłumaczyć i gra głupa. Jeden o którym piszesz, drugi wydający zezwolenia.
Oboje lecą wiec w … Ten „drugi” chyba nawet bardziej (zwłaszcza na odcinku specjalnym)
bo wie jaka jest realna sytuacja z rybami. Pieniądz widocznie jest ważniejszy. Podobnie jak
„lans” tego pierwszego i jemu podobnych.
|