| |
Dobra. To proste. Pytanie tylko jak i kiedy „to” zjada?
Z tym beretowaniem to nie taka prosta sprawa. Złowienie-jak pisałem, to teraz wyczyn. Na
wodzie nikogo bo „nie ma ryby” lub „nie bierze”. A ona jest. Wiem bo sam mam kontakty i
wiem jak duże, wypasione są. Wiec i żerują i są. Te które złowię to zazwyczaj wypuszczam
bo … za ładne. Piękne ryby aż szkoda zabijać żeby dowiedzieć się czegoś lub (zazwyczaj)
nie. Wszelkiej maści nimfiarze (a raczej żyłkowcy) coś tam częściej łowili ale mnie takie
łowienie (bardziej czesanie niepewnej wody) ani nie bawi, ani nie cieszy, wiec tak nie łowię.
Wolę łowienie aktywnych, żerujących i upatrzonych ryb. Strim, mokra, sucha.
Coś tam mi po głowie chodzi ale trzeba by to sprawdzić. Jeżeli nawet jakaś ta „teoria” jest to
dotyczyć to może niewielkiej ilości ryb. W zasadzie tylko okazów. Chyba że i tu się mylę.
|