| |
Jeżeli Pan Robert pisząc „Linki typu shooting head nie bardzo nadają się do takiego łowienia” miał na myśli łowienie łososi dwuręczną wędką rzutami typu spey to jest w dużym błędzie. Shooting head do „takiego” łowienia jest bardzo użyteczny. Wspomniany przeze mnie „underhand cast” jest właśnie rzutem typu spey. Rozpropagował go Goran Anderson jako udoskonalenie umożliwiające używanie shootingów.
Zarówno linki DT, zwykłe WF, WF long belly jak i shootingi nadają się do łowienia z użyciem rzutów typu spey – wymagają tylko zastosowania odpowiedniej techniki.
Panie Pawle, rozważania o przewadze linki WF (spey) nad shooting headem przypomina sławny wywód o wyższości Świąt Bożego Narodzenia.... W gruncie rzeczy wszystko zależy od tego co lubisz, a co lubisz dowiesz się gdy spróbujesz.
Gdy pod koniec lat osiemdziesiątych zacząłem łowić łososie w Norwegii, na odcinkach odwiedzanych przeze mnie, byłem jednym z nielicznych łowiących shootingiem. Teraz większość wędkarzy tam spotykanych używa właśnie takich linek więc „coś w tym jest”. Ja z kolei nabyłem (i czasem używam) linki typu spey dostrzegając ich zalety.
Co do długości i klasy wędki uważam, że nie należy wpadać w przesadę. Nie dopasowuj wędki do wagi ryb, które chciałbyś złowić a raczej do rzeki, nad którą się wybierasz – dłuższa wędka – większy zasięg rzutu – większy obławiany obszar (ale bardziej bolące ręka i plecy). Najbardziej uniwersalne są wędki ok. 14’ 9/10. Dłuższe bym polecał tylko na największe rzeki Finmarku np. Tanę czy Altę, na średnie rzeki wielkości naszego Dunajca 13-14’ powinno w zupełności wystarczyć, na mniejszych jednoręczna 10’ #8 to sama przyjemność.
I wreszcie niezbędna długość backingu - 200m+linka+przypon to bardzo dużo. Jeżeli odpuścisz rybie na tyle, że znajdzie się 250m od Ciebie to i tak masz niewielkie szanse (nie masz żadnej kontroli nad linką i taka zabawa najprawdopodobniej skończy się zerwaniem przyponu na skutek zaczepienia lub przetarcia). Na pocieszenie dodam, że przez blisko 15 lat wyjazdów na łososie (uwieńczonych złowieniem ponad 200 ryb) tylko raz zdarzyło mi się, że ryba „odjechała” dwa razy po ok. 150m i musiałem dochodzić do niej gdy zatrzymywała się na odpoczynek. Najczęściej zapięty łosoś po ucieczce w dół wraca pod prąd i wędkarz nie potrzebuje „pobiegać” a ewentualne przemieszczanie się ma na celu tylko znalezienie dogodnego miejsca do lądowania. Jeżeli będziesz czuł się lepiej mając 300 czy więcej metrów backingu a kołowrotek i linka pasują Ci do wędki i nie chcesz zmieniać całego systemu, jako podkład możesz użyć plecionki o dużej wytrzymałości np. powyżej 20kg.
Ostatnia rada: jadąc po raz pierwszy nie wyobrażaj sobie, że 10-cio kilowe łososie tylko czekają na Twoją muchę a Ty co rzut coś holujesz - jak na reklamowym filmie.
To się zdarza - ale bardzo, bardzo rzadko. Najczęściej jest tak, że dzień po dniu zmagasz się nie z rybami a z własnym zmęczeniem, zniechęceniem i wątpliwościami. By uniknąć rozczarowań lepszy na początku jest lekki pesymizm niż hurra-optymizm. I jeszcze jedno – zabierz zwykły jednoręczny sprzęt – co jakiś czas warto zrobić przerywnik w ciężkiej pracy i złowić ładnego lipienia, saiblinga czy potokowca.
Pozdrawiam, życzę powodzenia i mam nadzieję przeczytać o wrażeniach na FF.
PPD
|