| |
Tak, ale rozpatrujemy konkretny przykład tzn.kij 13”, do tego Mastery spey xlt Scientific'a (prawdopodobnie) i na pewno za mało pojemny kołowrotek. Najprostszym rozwiązaniem jest większy (pojemniejszy) kołowrotek.
Natomiast shooting head z podkładem jest tylko bardziej skupioną odmianą WF, tak samo jak long belly, która ma konstrukcję znacznie rozciągniętą. Więc jest tylko inny rozkład masy, o tyle istotny, że posługiwanie się ST wymaga więcej umiejętności i dokładności., a w klasycznych spey line’s te masy są bardzie rozłożone i „więcej wybaczają”. Magik typu G. Anderson, czy mu podobni, nie robią nic innego „tylko rzucają”, bo na tym polega dochodzenie do perfekcji, ale w rzeczywistości jest w tym trochę ekwilibrystyki, dużo łososi przepłynie nim się to opanuje. Już pomijając kwestie rzutu, to tylko technika, ale całkowity brak kontroli już po podaniu jest tutaj dla mnie decydujący, przy ST niewiele można z tym zrobić.
A Paweł ma walczyć z terenem, z rybami, a nie ułomnościami sprzętu i własnej techniki.
Naturalnie uwagi PPD, jako praktyka są na pewno słuszne i trzeba się nad tym zastanowić.
Do Alty, Tany czy Lakselv raczej nie dotrzesz, ale Gaula, Orkla czy Namsen to też nie maleństwa, szczególnie przy ujściach. Jak wszyscy wiemy, na pierwszej wyprawie zawsze płaci się frycowe, zawsze.
Po drugiej, trzeciej rybie się wie więcej, choć często się to zdarza dopiero na następnej wyprawie. Nieformalne polskie statystyki wskazują na zerowe (czasem +1) wyniki pierwszych wyjazdów.
Nie znasz terenu, rzek, stanowisk, ryb, przynęt i do tego dochodzi sprzęt, jednak dość rzadko stosowany w naszych warunkach, więc te wyniki za pierwszym razem nie mogą być inne, w następnych jest całkiem inaczej.
pozdr.
BT
|