Odp: moze ktos mi w koncu doradzi?
: : nadesłane przez
Pawel Zawadzillo (postów: ) dnia 2004-03-05 09:31:54 z 195.205.240.*
Wiekszej bzdury nie slyszalem.
Sam poswiecam 10-15 dni w roku na lowienie w gorach reszta to wody nizinne.
I nie bardzo wiem w czym wieksza frajde ma sprawiac lowienie 20-30 cm rybek w np. zasyfionym Dunajcu od 40-50 cm jazi i kleni w pieknej scenerii nizinnych rzek. Nie pisze tu o np. Wisle (tej nizinnej) bo ta nie odbiega znacznie od syfu jaki jest np. w Bialym Dunajcu.
Nie wiem czy probowales kiedys polowania na jazie w nocy przy pelni ksiezyca.
Ja tak lowie czesto i nie zamienie tego na skubanie 20 cm rybek w Wislie (tej gornej).
Rzeki nizinne tez daja duza swobode brodzenia, wedrowki srodkiem rzeki nie sa domena rzek gorski. Niziny to nie tylko przedzieranie sie przez nadbrzezne krzaki i meczarnie przy lowieniu. To takze jak w gora stanie na sroku rzeki w wodzie 80-100 cm i lowienie 2,3 krotnie wiekszych ryb niz te szlachetne pstragi i lipienie.
A co do innych skuteczniejszych metod to tez niezla bzdura. Niejednokrotnie w 10 min lowilem wiecej niz glizdziarze przez caly ranek.
Jednego czego wg mnie nie da sie robic z sensem na nizinnych rzeka to lowic na krotka nimfe. Po prostu te bzdurne jazie klenie jelce sa o wiele ostrozniejsze od tych szlachetnych i nie daja sobie wejsc na glowe.
PS. Zeby nie wyszlo ze jestem jakims fanem rzek nizinnych. Lubie lowic w gorach i jesli moge to tam jade. Ale traktuje to jako odskocznie (u siebie na nizinach jestem latem 2-3 razy w tygodniu na wodzie).