| |
Omal zawału nie dostałem gdy spojrzałem na zdjęcie w powiększeniu! Toż to mój ukochany kijek, nadmienię moja pierwsza wędka. Gdyby nie fakt, że wciąż ją posiadam w licytacji pobił bym wszystkich chętnych na głowę Pamiętam ten dzień gdy ją dostałem, stała dumnie sięgając przelotką szczytowa aż do samego końca framugi drzwi, całe 2 metry pełnego włókna szklanego... po zmianie uchwytu, a właściwie zamienieniu kolejności pianki z uchwytem kołowrotka którego to zadania podjął się tato moja wędka nabrała ostatecznej formy. Ileż na nią karpi 2-3 kg wyholowałem, można liczyć w setkach. Gięło się to to aż po sam koniec rękojeści, wytrzymałość, dynamika. Już wiem dlaczego nie dawali życiowej gwarancji, wszak to by była tylko namiastka tego co ta wędka jest w stanie wytrzymać.. Tylko moja miała niebieska naklejkę widać miałem starszy model. Szkoda... ;)
Pozdrawiam
|