| |
W porównaniu do haczyków starszego typu, te nowszej generacji są atakowane przez rdze w niedużym stopniu. A suszyć trzeba wiadomo, lecz jeśli się zapomni na krótki okres czasu, też nic
strasznego się nie stanie (mucha w rdzawym kolorze też bywa skuteczna;).
A z tym włażeniem po uszy do wody to normalka, zawsze dodatkowe emocje jak to człowiek nie wie czy przejdzie na drugą stronę, czy nurt go zabierze ;) Czasami daje to nawet ciekawe efekty w postaci rybnej, jak się przelezie przez glębine w jakieś mało dostępne miejsce, a tam czycha kaban do którego nikt nie dotarł :)
p.S większośc mojej kariery neoprenisty spędziłem z wodą wewnątrz. Czy to latem czy zimą zawsze albo mi ciekną pory albo gdzieś wpadne, przyzwyczailem się. W letnim zaduchu to nawet fajnie jak sie człowiek pomoczy. Na białce latem wynalazłem fajny sposób przechodzenia na druga stronę. Miast walczyc z nurtem idąc prostopadle do przeciwległego brzegu, zbiegalem skosem w dół rzeki nurt przyjemnie pchał biegło się zacnie na 10-12 przebięgnieć przypadała jedna wywrotka z zupełnym zamoczeniem :) ale zawsze cel był osiągnięty to były czasy.
|